- LACRIMOSA -

Siedzę w kinie mojego życia, wszystkie miejsca są zajęte.
Sam spoczywam na dostawionym krzesełku - przyszło zbyt wielu widzów.
Gaśnie światło - zaczyna się film.
Wracają wspomnienia, odżywają stare chwile,
jakieś obce ja zagląda mi w twarz.
Widzowie na sali pękają ze śmiechu.
Wracają dawne pytania o sens życia i śmierci.
Wtedy nie znałem na nie odpowiedzi - dziś ją znam.
Wciąż nie wiem po co żyję, mam tylko nadzieję, że umrę szybko.
Ten film pokazuje moją śmierć - nareszcie i ja mogę się uśmiechnąć,
lecz wtedy tysiąc oczu odwraca się od ekranu i spogląda na mnie z przerażeniem.

* * *

Nie chciałes widzieć pustych stron swojego pamiętnika,
zatruty umysł roił sny pełne myśli o wieczności.
W swiecie zamienionym w proch twoje serce zamarzło,
ślepe oczy nie widzą nic, i tak rzeczywistość nie istnieje.
Wśród śmiechu i łez zgubiłes swój strach.
Uwięziła cię przeszłość - nie umiesz odróżnić światła od pyłu.
Zmieniłeś maskę, zaufaniem zapieczętowałeś pamiętnik,
chciałeś czuć się bezpieczny, ale czas nie zbawi nikogo
...Czuję jak po mnie sięga, słyszę szept, który z wolna mnie zabija...
Nie została w tobie ani kropla krwi, twe serce nie bije, bo już go nie masz.
To przyszło po ciebie.
...Nie odwracaj się plecami!
To tylko na to czeka i chce cię zakuć w kajdany...
Czujesz ból gdy walą się mury twojego zamku ze snów,
ukrywasz się w krainie fantazji, w której smoki giną z rąk książąt,
a bohaterom zawsze udaje się przetrwać.
Chcesz poznać swój los? Zajrzyj na ostatnią stronę.
Łańcuszek marzeń, dłonie pełne pyłu - to wszystko chwile z przeszłości.
Łancuszek łez, pokiereszowane serce - jednak ból nie będzie wiecznie trwać.
Nie stać cię na zaufanie więc uciekasz w przeszłość,
ale nie możesz się wiecznie ukrywać.
Wstaje nowy dzień, słyszysz trzepotanie skrzydeł czasu.
Odłóż miecz, wsłuchaj się w szept wiatru.
Czas wszystko zmienia, lecz ty musisz czekać,
żeby zbawić duszę póki to jeszcze możliwe.

* * *

Budząc się z bezsennej drzemki padłem ofiarą tęsknoty.
Otrząsając się z dziecięcej ufności widzę moje rany niczym ziejące otwory.
Póki istnieć będzie czas, a wskazówki zegara bedą się obracać
ja też wegetować będę, lecz radość życia opuściła mnie.
Życie wypala się w duszy mej, a tęsknota dzielnie czyni swą powinność.
Trzymaj mnie życie, zatrzymaj mnie!
Zatrzymaj mnie tu!

* * *

Skoro masz wolę uczysz się zapominać i wybaczać.
Musisz pozbierać szczątki i z pokornym sercem powstać ze swojej kryjówki.
Gdybym nie znała tęsknoty, nie czułabym się zraniona.
Błędem było budowanie życia z prochu.
Gdybym nie czuła bólu, byłoby inaczej.
Doświadczenie dodało mi sił,
nie każdy ból rani do szpiku kości - musisz nauczyć się rozróżniać cierpienia.
Nie bój się, idź za głosem serca ku światłu,
żyj swoim marzeniem i oddychaj.
Gdy wsłuchujesz się w siebie, nie spodziewaj się, że wszystko zrozumiesz,
na to potrzeba czasu.
Możesz utracić wiarę, ale nie bój się gdy znajdziesz rozwiązanie.
Mój ciężar nie jest aż tak przytłaczający, żebym nie mogła unieść twojego.

* * *

Ta cisza mnie wzrusza.
Twoje spojrzenie, twoje pojawienie się sprawiło,
że niebiosa rozstąpiły się tylko dla mnie.
W milczeniu, oczarowany, pozbawiony słów w obliczu twojej urody,
pełen strachu poddaję się tobie, oddaję sie w twoje ręce.
Tyle łez ci poświęciłem.
Przelej swoje piękno na moje ciało,
rozłóż uwodzicielskie skrzydła, porwij mnie czułością,
niechaj pragnienie wypełni płonącą świątynię.
Twoja nagość jest ulotna, a ja oddaję ci się z własnej woli.
Otoczony granicami twojego królestwa jestem twoim niewolnikiem,
konam w milczeniu o tobie śniąc.
Ciebie otacza blask chwały a ja wtapiam się w mrok.

* * *

We śnie ujrzałam inny świat, w którym nikt nie kłamie.
Cisza wszystko przykryła.
We śnie ujrzałam siebie leżącą obok,
lecz nie moglam powrócić do swojego ciała.
Nie mogę się śmiać.
Życie odzwierciedla rzeczywistość;
zbyt długo poświęcałam swoje uczucia tym, którzy brali,
aż w końcu nie zostało nic.
Aż nagle zrozumiałam, że to ciebie kochałam w sobie,
tak długo żyłam nie znając siebie.
Tyle miłości dawałam innym nie zostawiając nic dla siebie,
moje życie prawie się wypaliło.
Pokazałeś mi, że dwie połowy razem są silniejsze,
odzyskałam siłę i na nowo odkryłam miłość.
Sama nie dałabym rady;
dzięki, że w porę mnie wysłuchałeś.
Dzięki ci za zaufanie kiedy byłam słaba.
Jestem coraz bliższa celu i żyję nadzieją,
że mi się uda zanim dotrę do punktu zwrotnego.
Zanim staniemy się inni.

* * *

Kogo próbujesz oszukać?
Kogo chcesz przede mną ukryć?
Czyż nie jestem człowiekiem z krwi i kości?
Jestem tylko snem, ulotną marą?
Czyż nie mam serca?
Wobec tego mam dwa.
Zdruzgotany próżnością, umęczony rzeczywistością,
w moim uśmiechu ukryty mrok.
Jak wyraźnie widzę swoje odbicie i jak zniekształcony jest mój obraz.
Lustro maluje moją twarz zbyt powierzchownie,
a obraz roztępuje się i mówi:
Jeśli za pocałunkiem ukrywasz chęć zamordowania mojego drugiego serca,
nie obawiaj się, będę cie krył i chronił tak jak ty mnie.
Zawsze rób to, co do ciebie należy,
bowiem nikt cię nie rozpozna ani nie usłyszy.
Byłem zbyt głupi i zajrzałem do swojego wnętrza,
zbyt głupi, żeby dać sobie spokój
i zbyt późno zrozumiałem,
że moje serce z prawej strony zawsze kochało to z lewej.

* * *

Twoje słowa szybują ku porannej zorzy
i przyobleczone w różową woalkę unoszą się nad ziemią,
żeby rozpłynąć się w ciszy.
Tylko tęsknota zawarta w moim głosie zmawiającym błagalną modlitwę
pomna jest słów, którymi raczyłaś mnie tak czule.
Tak oto blednie też moja nadzieja,
a cisza zwiastuje burzę.

* * *

Wsłuchaj się w ciszę - posłuchaj jak pulsuje twoja krew.
Szukaj prawdy.
Poszukaj wspomnień, które doprowadzały cię do obłędu.
Wsłuchaj się w strach.
Niech to się skończy;
nie zmuszaj się do dalszych cierpień.
Żadnych obietnic bez pokrycia.
Musisz dotrzeć do prawdy.
Niech to się skończy;
koniec z poniżającymi wymówkami.
Musisz rozwinąć swoje słabe skrzydła choćby na jeden dzień.
Widziałam jak płynie twoja purpurowa krew.
Czułam w ustach gorzki smak konających ambicji.
Widziałam cienie w twoich oczach.
Jak mogłeś stracić energię do życia?
Nawet się nie zawahałeś.
Wbrew własnej woli przestałeś istnieć.

* * *

Nic nie powiedziałem, nic nie zrobiłem - to dzień pierwszy.
Budzisz we mnie konsternację, otulasz mnie ciemnością.
Nie chcę cię kochać, ale nie mogę bez ciebie żyć.
W twoich oczach lśni blask śmierci,
w twojej arogancji czai się ślepy gniew.
Plujesz mi w twarz i przez to nie dostrzegasz mnie.
Spluwasz krwią, która we mnie uderza.
W twoich oczach nasze odbicie.
Człowiek zawsze ma kogoś nad sobą,
tak, że jestem zdany na łaskę nienawiści twojej
i tych, o których bliskości zapomniałem.

* * *

U kresu prawdy, u kresu światła, u kresu miłości.
U kresu jesteś ty.
Nie przetrwało nic.
Odsunęliśmy się od siebie w milczeniu już dawno,
a z każdym wspólnie spędzonym dniem rosło kłamstwo naszej miłości.
Im dalej szliśmy wspólnie, tym bardziej oddalaliśmy się od siebie.
Samotni razem,
zapomnieliśmy już, jak się wzajemnie odnajdywać.
Przyzwyczajenie mąci obraz, letarg dławi zmysły,
duma zatruwa umysł, a bliskość zaczyna dzielić.
Tańcz, życie me, tańcz!
Zatańcz ze mną jeszcze raz.
Zabierz mnie w ekstatyczny taniec czystej miłości.
...Gdy na niego patrzę...
...Gdy jej doświadczam...
...Gdy widzę nas dwoje - coś przetrwało...
...I gdybym mógł jeszcze znależc nadzieję i siłę...
...Gdybym miała wiarę w nas...
...Gdybym mógł do niej dotrzeć...
...A ja do niego. Gdybym mogła znów mieć go tylko dla siebie...
...A ja ją. Gdybyśmy mogli zacząć znowu od podstaw...
...I odkryć się wzajemnie na nowo...
...Gdyby ona tylko chciała...
...Chcę.
Tańcz, życie me, tańcz!
Zatańcz ze mną jeszcze raz.
Zabierz mnie w ekstatyczny taniec czystej miłości.

* * *

Co jeszcze mogę ci rzec, skoro powiedziałem już wszystko?
Lecz mimo to nie umiem wypowiedzieć tego, co jeszcze chciałbym dodać,
bo żadne moje słowo nie dociera do ciebie.
W czystej ekstazie, w milczącej nadziei,
w obłędzie ślepej obsesji stoję bezradny
i wiem tylko jedno - że cię kocham.
Co jeszcze mogę ci rzec, gdy moje słowa rozbijają się o twoje milczenie?
Mógłbym krzyczeć albo łkać, a ty i tak nie wiedziałabyś o tym.
Żyję i kocham, bo nie istnieję tylko dla ciebie.
Marzę o twojej bliskości, lecz wiem, że nie przemówisz już do mnie.
Błagam, nie ignoruj mnie!
Nie każ mi być samotnym tak blisko ciebie, spójrz na mnie, przemów!
Gdy zabraknie mi słów, zamknę oczy i opowiem sobie o tobie,
o niebie i aniołach, o sile miłości i wielu innych rzeczach.
Jednak wiem, że dalej nie mogę iść tą ścieżką i nigdy z tobą nie będę.
Jestem więźniem w moim świecie, w marności mojej.
Co jeszcze mogę ci rzec?

* * *

Dziś opuszczam twoje serce.
Opuszczam twoją bliskość, przystań twoich ramion, ciepło twojej skóry.
Kiedyś byliśmy jak dzieci, każdej nocy oddawaliśmy się hazardowi,
zapatrzeni w lustro tańczyliśmy aż do rana.
Dziś opuszczam twoje serce.
Opuszczam twoją miłość, opuszczam twoje łzy i wszystko co mam.
Oddaję twoje serce życiu, wolności i miłości - stąd mój spokój,
ponieważ cię kocham.
W milczeniu cię opuszczam,
ostatni pocałunek,
nigdy nie dowiem się, co teraz myślisz.
Dziękuję ci za wszystko co czuję,
dziękuję ci za miłość i za wieczność.
Dziś opuszczam twoje serce.

* * *

Brakuje powietrza, brakuje przestrzeni.
Nie ma już tęsknoty, została mi tylko pustka.
Muszę stąd wyjść, odejść,
lecz mimo to wciąż szukam ciebie
i życia którego nie mogę znaleźć,
kryjówki w desperacji.
Przeklinałam cię, jednak grzęznę coraz bardziej.
Pragnę choćby pocałunku.
Jesteś światłem mej duszy.
...Oddaję ci mój mózg zakonserwowany w formalinie czasu.
Dałem ci krew z mego serca, karmiłem cię siłą moich zmysłów.
Dałem ci nieograniczona władzę.
Pozwoliłem ci nawet kierować moim postępowaniem.
Dałem ci miłość i zaufanie, zraniłaś mnie przyjaciółko.
Lecz mimo to, nie wszystko skończone,
wciąż słyszę twój oddech i widzę jak drżą ci ręce.
Wspomnienia ożywają, żeby dalej mnie dręczyć
i powolutku opanowują moje serce, ogarnięte bólem za tobą.
Sprawiłaś, że żyłem i znęcałaś się nade mną - nie rozumiem tego.
Nie, to jeszcze nie koniec.
widzę wciąż ten błysk w twoich oczach, drżenie twojego ciała.
Trudno było cię zabić.
Twoje imię jest dziś niczym pusta księga; niczym niespełniona obietnica.
Na krótko byłaś światłem i moją drogą na świat.
A teraz spoczywaz w formalinie i powoli umierasz we mnie.
Trudno było cię zabić.
Trudno było cię zabić.

* * *

Słaby blask świecy zapalonej w drzwiach walczy o ciepło i przepych.
Ty - światło mojego życia, płomyk na wietrze.
W lustrze - moja uśmiechnięta twarz.
Obłok gorącego oddechu rozpływa się w mroku i w ciszy.
Zimową pora wylizuję rany mojej duszy,
wołanie rozświetla noc.
Oczekiwanie pełne nadziei,
lecz samotność idzie w ślad za ciszą.
Otrzeźwienie zamienia się w rezygnację i monotonię,
nikt nie zawoła po raz drugi.
Ta świeca w śniegu musi zgasnąć, bo mój cień wtapia się w noc.
W obłoku oddechu pojawia się sylwetka,
czyjeś oczy wypalają rany w moim ciele.
Moja tęsknota rośnie,
nadzieja staje się coraz silniejsza w zamieci,
lecz poza tym nie dzieje się nic.
Płatki śniegu tańczą wokół płomienia, który już nie grzeje,
lód skuł moje ciało, moje światło gaśnie.
Ten sen nie skończy się nigdy,
pragnienie nigdy nie przeminie.
Ciało zamarznięte w śniegu czeka na słońce,
ramiona rozwarte,
a uśmiech na twarzy pozostanie na zawsze

* * *

Żadnych kompromisów ani łez w milczeniu.
Żadnych pocałunków, których smak do ciebie prowadzi.
Żadnych powtórek ani oszustw, żadnych bolesnych wspomnień.
Jedynie nadzieja na jeszcze jedną szansę.
...Tylko to nam pozostało - druga szansa dla nas obojga.
Nic nie musisz mówić, nie musisz mnie kochać,
jest we mnie nadzieja dla nas obojga,
bo w końcu zostaliśmy my dwoje...
Muzyka przychodzi z daleka jak nieznajomy, nie poznaję cię już.
Twoja miłość jest dla mnie święta, lecz opuściło cię życie.
To pożegnanie, ale nie na zawsze.
Klasztor w twoim sercu, miłość bez granic, ciepło bez światła.
Choć leżysz tu zimna i bez życia nadal zagrzewasz moje serce.
...Tylko to nam pozostało - druga szansa dla nas obojga
nic nie musisz mówić, nie musisz mnie kochać
jest we mnie nadzieja dla nas obojga,
bo w końcu zostaliśmy my dwoje...
Nadzieja mnie prowadzi poprzez dni bez ciebie,
a miłość poniesie mnie kiedy ból zabije wszelką nadzieję.

* * *

Moje oczy uciekają przed strachem, mój umysł chce się przede mną zamknąć.
Serce umiera z głodu, a dusza spogląda pytająco.
Tańczmy, bawmy się, radujmy,
raz jeszcze przeżyjmy wspomnienia.
I tak nikt mnie nie usłyszy, bo któż miałby słuchać - jestem zupełnie sam.
Całymi dniami śmialiśmy i bawiliśmy się,
a noce przepłakaliśmy nie zdając sobie sprawy z tego, jak było pięknie.
Później, gdy chciałem zaczerpnąć tego piękna pojąłem nagle,
że robak zaszywa się w brudzie.
Ja też w nim tkwię gotów na śmierć, gotów rozpłynąć się w powietrzu.
Gotów zapomnieć sam o sobie.
Nikt nie będzie mnie opłakiwać, niczyja dusza nie wdzieje żałoby,
ponieważ nie istniałem nigdy.

* * *

...Święty, święty ,święty, Pan Bóg zastępów.
Pełne są niebiosa i ziemia chwały twojej...
I nagle objawiłaś się, nie w otaczającym cię blasku,
ale w cieniu, który rzucam - tam cię rozpoznałem.
I tak stopiliśmy się w jedno w kolorze, w obrazie.
Przebudziliśmy się do życia oświetleni od środka poświatą miłości,
zatopieni w mroku nocy.
...Hosanna na wysokości.
Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie.
Hosanna na wysokości...
* * *

Pamięci Tomasza Beksińskiego


[news] [rpg] [art] [download] [links] [autorzy]

.: Designed by Deimos :.