Słońce zaszło
Zmierzch zapada
Stoję na mostku
Pod moimi stopami
Płynie rzeka
Woda ciemna
Woda samobójców
Zginęło w niej
Wiele istnień
Z tego mostka
Skakali
I
Umierali
Woda jest
Ciemna
I
Zimna
Wiem
Dotykałam
Jej
Stoję
Na
Mostku
Wchodzę
Na
Poręcz
Zamykam
Oczy
I
Wyobrażam sobie
Chłód
Ogarniający
Moje ciało
Moje martwe
Już
Ciało
Otwieram
Oczy
Schodzę
Z poręczy
Może innym razem...
Siedzę na parapecie
Słyszę muzykę
Wspominam
To co mogło być
A nie było
To co może się dziać
A się nie dzieje
To co mogłoby się wydarzyć
A się nie wydarzy
I mówię
Dość
Nie chce tego ciągnąć
W wieczność
Myślę jakie to uczucie
Śmierć
Może to już ostatni raz
Przeżywam samotne walentynki
Jestem sama
Siedzę na parapecie
Słyszę muzykę
Dochodzi z oddali
Ktoś idzie
Nie widzi mnie
To para zakochanych
Oni nie widzą nieszczęścia
Nie widzą tego
Co najważniejsze
Śmierć
Oni zamiast niej widzą
Miłość
Ale śmierć
Ich zabierze
Ich miłość
Przestanie istnieć.
Pozostanie
Śmierć.
Stoję na środku
Klasy cmentarza
Ludzkich uczuć
Dobrych
Wokół mnie twarze
Wyrazy wrogości
Ludzkiej nienawiści
Zła
Czym ja zasłużyłam
Na tą zawziętość
Czy kogo zabiłam?
Nic nie zrobiłam
A nienawiść mnie dosięgła
Przyjaciół mam
Wśród umarłych
Co noc oni wzywają mnie
Żądając ofiary
By mogli się mścić
Na ludzkich robakach
Żądających śmierci
Zadających ból
Przyniosę ofiarę
Oni mnie zaproszą na ucztę
Na półmiskach mózgi
Wrogów
W kielichach krew
Słodka
Jak zemsta
Gęsta, ciepła
Nie, nie jestem zła
Dobra we mnie nie ma
Jestem tym co ludzie tworzą
Z ich umysłów wyszłam
Jestem marzeniem
Złudzeniem
Śmiercią
Życiem
Równocześnie wszystkim
Początkiem i końcem
Jestem niczym
Zabili mnie
Teraz żyje w małych dzieciach
Zabijają matkę,
Przybyciem swoim na świat
Są złe z głębi duszy
Cieszą się śmiercią
Niszczą ludzkość
Są dziećmi natury czterech żywiołów
Ogień by niszczyć
Woda by topić
Ziemia by zasypywać
Powietrze by porywać
Ogień by rozgrzewać serca nadzieją
Woda by poić
Ziemia by odżywiać
Powietrze by oddychać
Piątego żywiołu nie znają
Piąty żywioł to metal
Wrogi
Zimny
Zabójczy
Niszczy nas
Zabiją was
Dla dobra wszystkich.
Leży zakopana
Oczy powiekami przykryte
Słyszy śmiech złośliwy
Nienawidzą jej
To pewne
Dlaczego?
Nikt nie wie
Nie pasuje do nich
Jest inna
Czy to źle?
Nie zmuszała
Teraz przyszli na jej pogrzeb
Śmiali się
Rozmawiali
"takie osoby trzeba zabijać"
"tak, takie osoby nie mają prawa żyć"
Siedzę na swoim grobie
Moja postać nieruchoma
Zimna z kamienia
To niczego nie zmienia
W fakcie stworzenia
Ludzi
Jestem tylko kolejna pomyłką ludzkości
Wypędzili mnie
Teraz przygarnęli mnie pod swoje skrzydła aniołowe
Wygnani kiedyś z raju
Tak jak ja
Jestem milczeniem
Zapadającym na mój widok
Jestem zmysłem szóstym
Co podpowiada
Nadaremnie
Ludzie mnie nie słuchają
Jestem tą która podała jabłko Ewie
Jestem skazą na doskonałym dziele stworzenia
Wygnali mnie
Wypominałam im ich błędy
Gdy przyszli zapytać mnie o zdanie
Rodzaj ludzki skazany jest na zagładę
I nie będzie to meteoryt ale drugi człowiek
Wtedy wygnamy ich z raju i będziemy tam
Wiecznie
W miejscu z którego nas wygnano.