Lux In Tenebris
poezja Wertera

Luna
Chomik
Gdybania
Karmazynowy Król
I była wojna w niebie
Rozmowa z Miłością


Luna

Spojrzałem w luster odbicia krwawe.
W twarz wilczą, poznaczoną czasem i wyrazem,
W twarz mą, będącą szału obrazem.
W ciemności. Zwłok ludzkich ruchy niemrawe.

Obnażone kły, w szyderstw uśmiechu.
Jak serce trwożnie bije marzenia,
Po koniec kresu, nie zaznam cierpienia.
Od krwi lepkiego, wilczego oddechu.

Spadając w głąb purpurowe kałuże,
Kwiatów.
Agonią naznaczone... czerwone róże...

Co Bóg rzekł,
Bóg też cofnąć może:
"Człowieku... Człowieku...
Istoto,
Potworze !!!"

Chomik

Niczym ślepiec naprzód podążał.
Choć oczu blask, zgasiła mgła,
Do swego domku z drewna, w drewnie pogrążał.
I nuta w czyimś sercu rzewnie jęknęła.

Trzęsąc się jak starzec, szedł wytrwale,
Przez trudów swego życia.
Do ciemnej jaskini domku swego wszedł niedbale,
I w świetle dnia zamknął oczy krwawe.

Zasnął...

Choć smutek w sercu jak zwykle zbiera,
Taki koniec i rzec jedynie mogę,
Człowieka czy zwierzę, śmierci nie wybiera.
Zaszło czyjeś smutne słońce...

Czy otrzesz łzy?
Jak?
Niedbale...

Gdybania

- Spójrz to on!
- Tak to on...
- Cóż on tam robi?
- Chyba nic...
- Zamknął się w sobie... Na Świat.
- I milczy...
- Tak. Nic nie mówi.

Karmazynowy Król

Dwie mile od miasta.
Wśród wieczornej pożogi,
Stał mały kościółek.
Przy dębie znaczącym rozstajne drogi.

Wśród traw wielkich,
Wieczorna wbiła się struktura
I zapach ziół miękkich,
Otoczył postać w purpurach króla.

I rzekł król: "Otwórzcie wrota,
Podążcie krętymi schodami,
Tam gdzie jaskinie i grota,
Ukryte w ciemnościach przed wiekami."

I zeszli niosąc łuczywo palące,
W dół mroków po kamieni oddechach.
Na twarzy słońca dnia gasnące,
Ku dołowi, cielesnych uciechach.

Rozpalcie ognie, niechaj sięgną nieba!
Nalejcie krwi do srebrnego kielicha,
Spożyjcie kawałek czarnego chleba,
I wymówcie imiona piekielne z cicha.

I oto się stało.
I rzekł król: "Kochajcie!
Choćby Dobro wiele twarzy miało,
Wy: Zwyciężajcie! Zwyciężajcie! Zwyciężajcie!"

I była wojna w niebie

Chcesz wojny?!
Dobrze!
Niechaj ona nas pochłonie!

Chcesz krwi rozlewu?
W otchłani sprzeczności,
Złóż głowę na bladym łonie.

I nienawidź!!!
Z całego serca swego.

Nienawidź mnie!!!
Syna wyrodnego.

Ziemi skalanej, krwią ofiary.
Na ołtarzu Kaina,
Owoce, płody ziemi, dary.

Bóg wyparł się świata,
Więc i ty się wyprzyj jego...

Za Baala, za wszystkich,
Umocz dłonie w posoce Boskiego!

Rozmowa z Miłością

- Co tu robisz? Nie ma przecie ciebie?
- Przyszłam tu zaraz po swoim pogrzebie?
- Po co przybyłaś?
- Jakże? Po Ciebie?
- Nie dostaniesz mnie maro, mój czas spędzę w niebie!
- Ty??? Żartować raczysz?
- Uważasz, że myślę, że mi przebaczysz?
- Nie! Przyszłam z pytaniem,
Z jakiego prawa, z tym twoim wahaniem,
Wbiłeś mi sztylet w serce krwawe,
Traktując mord mój jak czystą zabawę?


[news] [rpg] [art] [download] [links] [autorzy]

.: Designed by Deimos :.